Blackheath to jedne z bardziej znanych "błoń",(common) w Londynie. Ta ogromna zielona przestrzeń między parkiem w Greenwich i Lewisham jest stałym miejscem spotkań mieszkanców południowo-wschodniego Londynu. W sobotę 5 listopada odbyły sie tam imponujące pokazy sztucznych ogni z okazji Bonfire Night, bardzo angielskiej tradycji.
Bonfire Night, czyli co wydarzyło się 406 lata temu w Londynie
Blackheath to jedne z bardziej znanych „błoń „ (common) w Londynie. Ta ogromna zielona przestrzeń między parkiem w Greenwich i Lewisham jest stałym miejscem spotkań mieszkańców południowo-wschodniego Londynu. W sobotę w nocy odbyły się tam imponujące pokazy sztucznych ogni z okazji Bonfire Night, bardzo angielskiej tradycji.
Pomimo lekkiej mżawki i przenikliwego wiatru szalejącego na tej olbrzymiej, niezabudowanej przestrzeni, wyruszyłam późnym wieczorem, tak jak setki innych mieszkańców Londynu, na coroczne obchody Bonfire Night, upamiętniające „Spisek prochowy” (Gunpower Plot). Już od 406 lat, w noc 5 listopada Anglicy radośnie obchodzą rocznicę nieudanego zamachu na jaśnie panującego króla Anglii, Jakuba I. Jak sama nazwa wskazuje główną atrakcją tego wieczoru powinno być ognisko. Jednak już od kilku dobrych lat władze tej dzielnicy organizują wyłącznie pokaz sztucznych ogni.
Tuż przed rozpoczęciem spektaklu, tłum gęstniał z każdą chwilą nadciągając nieprzerwanym potokiem z okolicznych, krętych uliczek. W świetle nielicznych ulicznych lamp przybysze zmierzający w tym samym kierunku przypominali niegdysiejszych pielgrzymów. Niektórzy oświetlali sobie drogę lampkami, inni zapalali zimne ognie, jeszcze inni wypuszczali w niebo ogromne lampiony. Te wielkie ogniste kule, porwane przez silny wiatr szybowały wysoko w niebo z zawrotną szybkością.
Punktualnie o ósmej wieczorem rozpoczął się pokaz sztucznych ogni. Było bardzo głośno i kolorowo. Co chwilę na niebie pojawiały się nowe, świetlne pióropusze. Największe wrażenie zrobiły na mnie wybuchające ogniste kule pędzące prosto na widzów. Było ono tak mocne, że natychmiast przywołało obraz pędzącej w stronę ziemi planety Melancholia, z filmu o tym samym tytule.
Jednak moi angielscy znajomi z nostalgią wspominali czasy, gdy na Blackheath rozpalano ogromne ognisko, do którego wrzucano kukłę uosabiającą Guya Fawkesa, rokrocznie przykładnie karanego za próbę wysadzenia w powietrze parlamentu angielskiego. Zgodnie przyznali, że ten „nauhgty boy” jest jedną z najbardziej znanych postaci w Anglii. Na szczęście, prócz palenia podobizny nieszczęsnego terrorysty, piecze się też ziemniaki i kiełbaski, a dzieci opiekają jabłka uprzednio zanurzone w karmelowym syropie. Jest to również okazja do wypicia większej ilości trunków, z czym Anglicy radzą sobie znakomicie.
Kim był Guy Fawkes, że przyczynił się do powstania tak wielowiekowej tradycji ? Moja znajoma Angielka z wielkim przekonaniem wmawiała mi, że był z pochodzenia Francuzem, co już samo w sobie tłumaczyłoby jego niecny zamiar zaszkodzenia królestwu. W rzeczywistości urodził się w Yorku i nikt z rodziny nie miał nic wspólnego z Francją. Jego rzadkie imię, Guy, zawdzięcza wybitnej popularności osobistości hrabstwa York, sir Guyowi Fairfaksowi. Sam Guy Fawkes przeszedł na katolicyzm i wyjechał na kontynent walczyć po stronie Hiszpanów przeciwko holenderskim protestantom w Niderlandach. Tam poznał również innych członków „spisku prochowego”.
Spisek ów zawiązała kilkuosobowa grupa angielskich katolików. Wydzierżawili oni kryptę pod Izbą Lordów w Parlamencie, gdzie umieścili 36 beczek z prochem strzelniczym. Celem zamachu był nie tylko król, Jakub I, lecz również zebrani w niej przedstawicieli szlachty, biskupi i członkowie Izby Gmin. Jak ujawniło długotrwałe śledztwo głównymi przywódcami byli Thomas Percy i Robert Catesby. Dlaczego więc od ponad 400 lat, na początku listopada wspomina się wyłącznie Guya Fawkesa ? Otóż jego zadaniem było stanie na straży zgromadzonego prochu i zapewne to on pierwszy został pojmany. Z dokumentów wynika, że jego nieugięta postawa w czasie śledztwa zaimponowała samemu królowi. Ten ostatni jednak nie powstrzymał tortur zalecając jedynie stopniowe wprowadzanie coraz to bardziej wymyślnych narzędzi, z madejowym łożem włącznie.
Wszyscy uczestnicy spisku zostali skazani na śmierć przez powieszenie i poćwiartowanie, zgodnie z ówczesnym zwyczajem. Podobno sam Guy Fawkes uniknął tak okrutnej śmierci skacząc z szafotu tuż przed egzekucją i łamiąc sobie kark. Czy tak było naprawdę ? Wspominam moją wizytę w Yorku oraz treść tablicy pamiątkowej przy głównym wejściu kamienicy , w której urodził się. Wynika z niej, że Guy Fawkes został powieszony i poćwiartowany, a jego szczątki zostały rozrzucone na „cztery strony świata” ku przestrodze innych.
Wracając do czasów współczesnych i wczorajszych pokazów sztucznych ogni nie mogłam się powstrzymać od kolejnej refleksji nad odmiennością kultury angielskiej. Według mojej angielskiej znajomej właśnie październik i listopad, raczej szare i ociekające deszczem miesiące, są radosnym okresem, w którym tak wesoło obchodzi się Halloween i egzekucję niedoszłego spiskowca. Natomiast styczeń i luty, na kontynencie tętniące zabawami karnawałowymi, są zimne, smutne i okropnie się dłużą. Czy jeszcze raz to czarny angielski humor dał o sobie znać ?
z
Pomimo lekkiej mżawki i przenikliwego wiatru szalejącego na tej olbrzymiej, niezabudowanej przestrzeni, wyruszyłam późnym wieczorem, tak jak setki innych mieszkańców Londynu, na coroczne obchody Bonfire Night, upamiętniające „Spisek prochowy” (Gunpower Plot). Już od 406 lat, w noc 5 listopada Anglicy radośnie obchodzą rocznicę nieudanego zamachu na jaśnie panującego króla Anglii, Jakuba I. Jak sama nazwa wskazuje główną atrakcją tego wieczoru powinno być ognisko. Jednak już od kilku dobrych lat władze tej dzielnicy organizują wyłącznie pokaz sztucznych ogni.
Tuż przed rozpoczęciem spektaklu, tłum gęstniał z każdą chwilą nadciągając nieprzerwanym potokiem z okolicznych, krętych uliczek. W świetle nielicznych ulicznych lamp przybysze zmierzający w tym samym kierunku przypominali niegdysiejszych pielgrzymów. Niektórzy oświetlali sobie drogę lampkami, inni zapalali zimne ognie, jeszcze inni wypuszczali w niebo ogromne lampiony. Te wielkie ogniste kule, porwane przez silny wiatr szybowały wysoko w niebo z zawrotną szybkością.
Punktualnie o ósmej wieczorem rozpoczął się pokaz sztucznych ogni. Było bardzo głośno i kolorowo. Co chwilę na niebie pojawiały się nowe, świetlne pióropusze. Największe wrażenie zrobiły na mnie wybuchające ogniste kule pędzące prosto na widzów. Było ono tak mocne, że natychmiast przywołało obraz pędzącej w stronę ziemi planety Melancholia, z filmu o tym samym tytule.
Jednak moi angielscy znajomi z nostalgią wspominali czasy, gdy na Blackheath rozpalano ogromne ognisko, do którego wrzucano kukłę uosabiającą Guya Fawkesa, rokrocznie przykładnie karanego za próbę wysadzenia w powietrze parlamentu angielskiego. Zgodnie przyznali, że ten „nauhgty boy” jest jedną z najbardziej znanych postaci w Anglii. Na szczęście, prócz palenia podobizny nieszczęsnego terrorysty, piecze się też ziemniaki i kiełbaski, a dzieci opiekają jabłka uprzednio zanurzone w karmelowym syropie. Jest to również okazja do wypicia większej ilości trunków, z czym Anglicy radzą sobie znakomicie.
Kim był Guy Fawkes, że przyczynił się do powstania tak wielowiekowej tradycji ? Moja znajoma Angielka z wielkim przekonaniem wmawiała mi, że był z pochodzenia Francuzem, co już samo w sobie tłumaczyłoby jego niecny zamiar zaszkodzenia królestwu. W rzeczywistości urodził się w Yorku i nikt z rodziny nie miał nic wspólnego z Francją. Jego rzadkie imię, Guy, zawdzięcza wybitnej popularności osobistości hrabstwa York, sir Guyowi Fairfaksowi. Sam Guy Fawkes przeszedł na katolicyzm i wyjechał na kontynent walczyć po stronie Hiszpanów przeciwko holenderskim protestantom w Niderlandach. Tam poznał również innych członków „spisku prochowego”.
Spisek ów zawiązała kilkuosobowa grupa angielskich katolików. Wydzierżawili oni kryptę pod Izbą Lordów w Parlamencie, gdzie umieścili 36 beczek z prochem strzelniczym. Celem zamachu był nie tylko król, Jakub I, lecz również zebrani w niej przedstawicieli szlachty, biskupi i członkowie Izby Gmin. Jak ujawniło długotrwałe śledztwo głównymi przywódcami byli Thomas Percy i Robert Catesby. Dlaczego więc od ponad 400 lat, na początku listopada wspomina się wyłącznie Guya Fawkesa ? Otóż jego zadaniem było stanie na straży zgromadzonego prochu i zapewne to on pierwszy został pojmany. Z dokumentów wynika, że jego nieugięta postawa w czasie śledztwa zaimponowała samemu królowi. Ten ostatni jednak nie powstrzymał tortur zalecając jedynie stopniowe wprowadzanie coraz to bardziej wymyślnych narzędzi, z madejowym łożem włącznie.
Wszyscy uczestnicy spisku zostali skazani na śmierć przez powieszenie i poćwiartowanie, zgodnie z ówczesnym zwyczajem. Podobno sam Guy Fawkes uniknął tak okrutnej śmierci skacząc z szafotu tuż przed egzekucją i łamiąc sobie kark. Czy tak było naprawdę ? Wspominam moją wizytę w Yorku oraz treść tablicy pamiątkowej przy głównym wejściu kamienicy, w której urodził się. Wynika z niej, że Guy Fawkes został powieszony i poćwiartowany, a jego szczątki zostały rozrzucone na „cztery strony świata” ku przestrodze innych.
Wracając do czasów współczesnych i sobotnich pokazów sztucznych ogni nie mogłam się powstrzymać od kolejnej refleksji nad odmiennością kultury angielskiej. Według mojej angielskiej znajomej właśnie październik i listopad, raczej szare i ociekające deszczem miesiące, są radosnym okresem, w którym tak wesoło obchodzi się Halloween i egzekucję niedoszłego spiskowca. Natomiast styczeń i luty, na kontynencie tętniące zabawami karnawałowymi, są zimne, smutne i okropnie się dłużą. Czy jeszcze raz to czarny angielski humor dał o sobie znać ?
Londyn, listopad 2011
~Kasia
wielkiego świata :)
dodaj komentarzwszystkie wątki